Opowiadania erotyczne :: Romans w górach

"Moja wakacyjna miłość"??? Trudno to tak nazwać! "Moja wakacyjna przygoda" - brzmi lepiej i prawdziwiej! Z moim narzeczonym jestem już prawie trzy lata. Na początku jednak nie układało nam się zbyt kolorowo! Dwa lata temu wyjechałam z rodziną do Zakopanego. To miał być krótki i raczej mało ciekawy wypoczynek. Wszyscy byliśmy nastawieni na zwiedzanie, spacerowanie, wspinanie... No bo czego innego spodziewać się po wypadzie w góry... z rodzicami! Już pierwszego dnia razem z siostrą i koleżanką, która zabrała się z nami, poszłyśmy na Krupówki. To była fascynacja miejscem, którego już nie pamiętałam i które odkrywałam na nowo po wielu latach. No właśnie... I wtedy w jednym ze sklepów moja siostrzyczka dostrzegła czterech mocno rzucających się w oczy chłopaków! Nie dziwne - to byli tzw. "trendy boys". Poza tym urodą też mogli się pochwalić. No i zaczęły się żarty. Jak idiotki chodziłyśmy za nimi - z jednego sklepu do drugiego - i tak przez całe Krupówki... W końcu nie mogąc znieść zabójczych westchnień siostry, postanowiłam zrobić mały "obciach" - wyskoczyłam na sam środek uliczki, po czym zaczęłam skakać i wymachiwać ręką w ich stronę. Myślałam chyba, że rozśmieszę wszystkich swoim głupkowatym zachowaniem, ale efekt był całkiem inny. Siedziałyśmy przy fontannie i, śmiejąc się co chwila, wspominałyśmy jakiego błazna z siebie zrobiłam oraz jak zaprzepaściłam szansę na poznanie chłopaków, gdy po jakichś pięciu minutach ktoś dotknął mnie delikatnie w plecy. Większego buraka nigdy chyba nie spaliłam. Okazało się, że mój wybryk bardzo się spodobał chłopakom (jednemu szczególnie) i odważyli się podejść i porozmawiać z nami. Było całkiem fajnie. Od razu też porobiły się pseudo-pary: Marta przypadła do gustu Przemkowi (obecnie Shrek), Magda - Marcinowi, ja Tomkowi. Tylko Pawełek pozostawał neutralny. Pogadaliśmy trochę, pośmialiśmy się i umówiliśmy się wszyscy na następny dzień.

I tak powoli kwitł mój "romans"... Romans... To dobre słowo, bo przecież miałam wtedy chłopaka, którego zostawiłam w swoim mieście! Mój kontakt z Tomkiem początkowo ograniczał się do szczerych rozmów. Wszystko, co mnie fascynowało w nim i jego kolegach, to kultura. Chyba nigdy wcześniej nie spotkałam tak miłych facetów. Dżentelmeni w pełnym tego słowa znaczeniu! Poza tym każdą kobietę traktowali jak damę! Wydawało mi się, że nie znali tego świata, który ja często mogłam podziwiać - pełnego chamstwa, zatrutego przez wszystkie "przyjemności" dzisiejszych czasów. Czułam się tak, jakby pochodzili z innej planety. Poza tym zewnętrznie prezentowali się równie imponująco! Spotykaliśmy się wieczorami, bo każdy praktycznie dzień spędzałyśmy z rodziną na różnych szlakach górskich. Wieczory były moją odskocznią od rzeczywistości. Tomek okazał się ogromnym romantykiem, a i dziewczyny chyba mogły się poszczycić wrażliwością swoich "partnerów". Kiedyś całą prawie noc spędziliśmy przytuleni na schodkach jakiegoś domu, który mieścił się kilka metrów od Krupówek - ja przytulona do Tomka, Marta do Przemka, Magda do Marcina. Do tej pory nie wiem, czy ten dom był wówczas zamieszkały czy opuszczony. Wtedy nikogo to nie interesowało! :)

Była jedna noc, którą wspominam z sentymentem do tej pory. Nasi nowi znajomi postanowili zabrać nas na skocznię i pokazać jej uroki nocą. Dosłownie! Wzięli swoje śpiwory i wszyscy wspięliśmy się na samą górę. Rozłożyliśmy się mięciutko pod gołym niebem, rozmawialiśmy i podziwialiśmy gwiazdy! To było niesamowite przeżycie... Atmosfera miejsca wywarła na mnie ogromne wrażenie, chyba nawet tak duże, że dość szybko zasnęłam. Nikomu to nie przeszkadzało. Zaraz po mnie powoli zasypiały następne osoby. Wszyscy zerwaliśmy się dopiero koło 4 nad ranem, kiedy poczuliśmy pierwsze krople deszczu. Ale były jaja! Zdążyliśmy zejść na dół jeszcze w miarę nie zmoczeni, ale potem zaczęło się piekło - totalne oberwanie chmury. Najgorsze było to, że do rana najpóźniej musiałyśmy być w kwaterze, a mieszkałyśmy na drugim końcu miasta. Powrót do domu zajął nam ponad 3 godziny! Hi hi... Polegał głównie na szybkim przesuwaniu się spod daszku jednego straganu pod drugi. W rezultacie dotarliśmy tam przemoknięci do suchej nitki - nikt nie miał na sobie nawet jednego suchego miejsca.

Innym razem w drodze powrotnej do domu, zmarznięci i opatuleni śpiworami, wstąpiliśmy do McDonald'a na coś ciepłego. Chodziło nam głównie o to, żeby się gdzieś ogrzać. Pamiętam miny ludzi, gdy obserwowali nas wszystkich. Wyglądaliśmy chyba "troszkę" śmiesznie! To "troszkę" to chyba mało powiedziane, biorąc pod uwagę śmiech kasjerki, która przyjmowała od nas zamówienie!
Tomek był cudownym kochankiem! Obdarowywał mnie ogromem słodkich pocałunków, przytulał czule i troskliwie, głaskał delikatnie włosy i skórę... Kiedy byłam z nim, zapominałam o całym świecie! Po powrocie do domu jeszcze przez jakiś czas utrzymywaliśmy kontakt. Przyjeżdżał do mnie dosyć często, mimo że dzieliło nas ok. 300 km. Ale bardzo szybko zorientowaliśmy się, że oprócz tego, co nas łączy, jest dużo więcej tego, co nas dzieli. Mieliśmy różne światopoglądy, inaczej postrzegaliśmy wiele spraw, pochodziliśmy z różnych środowisk... Czego innego przede wszystkim oczekiwaliśmy od swoich partnerów! Mnie denerwowało jego podejście do dziewczyn - dla każdej był miły, słodki, niemalże prawdziwy Don Juan de Marco! Irytowało mnie jak się do nich zwracał - jedna była Perełką, druga Kotkiem, inna Kwiatuszkiem! Jego zaś denerwowały moje wybuchy zazdrości i złości w takich sytuacjach... Poza tym było tego dużo więcej i myślę, że gdybyśmy w porę nie przerwali tego "związku", szybko powstałaby baaaardzo długa lista tego, co nas dzieliło! Teraz jesteśmy kimś w rodzaju przyjaciół i to wszystko, czego od siebie oczekujemy! Nie wiem czy żałowałam kiedykolwiek tego co się stało, chwilami chyba bardzo, bo ucierpiał na tym mój związek z chłopakiem. Spotkania z Tomkiem kosztowały mnie dużo! Nadal jednak jestem z tamtym chłopakiem, którego wtedy zostawiłam w moim rodzinnym mieście. Długo musiałam pracować na jego zaufanie i zrozumiałam, że trudności, jakie nas łączą, musimy przezwyciężyć razem, a nie uciekać od nich każdy w swoją stronę - w ramiona innego mężczyzny. Hi hi... Teraz podśpiewuję sobie piosenkę: "Trudno tak razem być nam ze sobą, bez siebie nie lżej, lecz trzeba nam dbać o tę miłość, nie wolno stracić jej, nam nie wolno stracić jej...". Nadal jestem z Sebastianem i jesteśmy szczęśliwi, zaręczyliśmy się i staramy się przezwyciężać kolejno wszystkie przeszkody, które stają nam na drodze, co prawda jest to okupione wieloma wyrzeczeniami, ale czego nie robi się dla miłości! W moim przypadku "wakacyjna miłość" nie przetrwała! Przetrwała "ta zimowa"! Całe szczęście!

20%
3571
Dodał pornomaniaczka 12.10.2019 13:00
Zagłosuj

Komentarze (0)
Aby dodać komentarz musisz być zalogowany.

Podobne opowiadania

Poznana w klubie

Historia przydarzyła mi się jakiś rok temu, w piątek taki jak każdy. Standardowo z grupą przyjaciół wybraliśmy się potańczyć do klubu. Gdy już dotarliśmy pod lokal, humor nam się troszkę popsuł bo była olbrzymia kolejka. Nagle po niesamowitej ilości rzuconych przekleństw, wypalonych papierosów, poprawił mi się humor, zauważyłem w tłumie fajną mamuśkę, chyba była sama, na oko 36-38lat, zgrabna, kształtna i jędrna pupcia, całkiem pokaźny biust, marzyłem o wejściu... Przeczytaj więcej...

Sam na sam z Wiktorią

Wiktoria była moją dobrą przyjaciółką, znaliśmy się od wielu lat. Często spędzaliśmy ze sobą całe dnie, o wszystkim ze sobą rozmawialiśmy, byliśmy praktycznie nierozłączni. Była ona ode mnie tylko rok starsza, można, więc powiedzieć, że byliśmy rówieśnikami. Sytuacja, o której opowiem wydarzyła się, gdy byłem w pierwszej klasie liceum, a Wiki w drugiej. Były ferie zimowe. Rodzice Wiktorii wyjechali na tydzień w Alpy, podobnie jak moi rodzice, którzy wybrali jednak... Przeczytaj więcej...

Ach ta Basia

sam nie wiem dlaczego tym razem zaprosiła mnie do siebie, do tej pory spotykaliśmy się w kawiarniach. Basia była dawną koleżanką, spotykaliśmy się raz na dwa, trzy miesiące, na kawkę, pogadać, pośmiać się, czasami wyżalić... a tym razem zaprosiła mnie do siebie, wiedziałem gdzie mieszka, sama mi o tym mówiła, jednak bylem u nij pierwszy raz. po półgodzinie rozmowy wiedziałem skąd ta zmiana, jej mąż wyjechał z synem na tydzień nad morze, a temat, którym chciała się... Przeczytaj więcej...